Jestem naukowczynią, pracuje od 6 lat na Uniwersytecie Pedagogicznym

w Krakowie, w Instytucie Nauk o Bezpieczeństwie.

Do tego zajmuję się przyszłością, ale nie mam szklanej kuli, nie wróżę z fusów!

Ta przyszłość skonstruowała mnie jako naukowca, tzn. na początku pracy naukowej mocno szukałam sprawczości w tym, co robię.

W środowisku humanistycznym jest to trudne — nie wymyślę niczego nowego, co może ludziom pomóc, coś naprawić czy poprawić.

Tego mi zawsze brakowało, tego punktu odniesienia do tu i teraz.

Czy były w Twoim życiu, prywatnym lub naukowym, jakieś konkretne momenty, które mogłabyś wskazać jako początek Twojej zajawki na futurologię?

dr Edyta Sadowska: Były dwa momenty, w których poczułam, że futurologia to
dziedzina, którą mogę się zajmować.
Pierwszy — na studiach magisterskich, kiedy miałam zajęcia z socjologii z wybitną socjolożką panią profesor Barbarą Krauz-Mozer. To osoba, którą uważam za naukowczynię z powołania. Ona wtedy opowiadała o swoim procesie naukowym, o procesie pracy… że to ją tak pochłania, że ona czasami nie śpi, bo pracuje w zrywie poszukiwań, zgłębiania itd.
Ja zawsze jej zazdrościłam tego, bo chciałam mieć taką przestrzeń, która mnie
totalnie pochłonie.

 

I myślę, że drugim długim takim momentem przełomowym było to, że na mojej
drodze pojawiła się moja mentorka Ola Przegalińska. To były początki: kiedy ona mówiła dużo o nieśmiertelności, o sztucznej inteligencji i ona mi zawsze pokazywała (kiedy czytałam jej publikacje czy oglądałam z nią wywiady), że po pierwsze można o tym mówić, że to jest potrzebne. A po drugie, że można o tym mówić prosto, że można to ludziom pokazywać, czyli można z tego środowiska akademickiego wychodzić.

 

Kiedy ja zaczęłam to robić w swojej pracy dydaktycznej ze studentami, to
zrozumiałam, że ich to totalnie obchodzi, to nie są tematy obce. To przestają być to wykłady, na których się śpi, to są wykłady, na których zaczyna się dyskutować, na których zaczyna się poszerzać, na których współpracujemy ze sobą, poszerzamy swoje horyzonty, bo każdy z nas jest innym człowiekiem i trochę w inny sposób łączy kropki. Zrozumiałam, że może być nauka, ale może być też frajda! To jest odwołanie właśnie do pani profesor Barbary, że to totalnie pochłania. Jak już przepadniesz w przyszłość, to już stamtąd nie ma wyjścia, bo otwierasz jedne drzwi, a za tymi drzwiami jest 10 kolejnych. To wszystko się też przenika, nie zamykasz się na jeden temat. Zawsze chciałam uciec od takiego zamykania w dyscyplinach, że tu jes początek a tu koniec twojej dyscypliny, a ty masz iść jak ślepy koń. Tutaj jednak przychodzisz płynnie, patrzysz z zupełnie innej perspektywy, z lotu ptaka, musisz łączyć kropki, to jest mocno kreatywne.

Jak powiedziałaś, że o rzeczach można mówić prosto przypomniało mi to teksty zupełnie nie do przejścia z własnych studiów socjologicznych. Teraz jak wracam do niektórych koncepcji to aż chcę wrócić do lektury niektórych tych bardziej humanistycznych tekstów, bo zaczynam widzieć, że niektóre post- modernistyczne czy jakieś dekonstrukcyjne teorie mają we współczesnym kontekście TECHNOLOGICZNYM niesamowite zastosowanie. Świat zaczyna wyolbrzymiać te mechanizmy, które teoretycy opisywali niejasno.

Nawiązując do socjologii — skoro już się ujawniłem jako socjolog — różne społeczeństwa o przyszłości myślą w różny sposób. W tak zwanych społeczeństwach przedprzemysłowych poza Europą to przyszłość jako kategoria jest tym samym co teraźniejszość, bo mamy cykliczność dziejów jakiś tam powtarzające się mechanizmy. W kulturze chrześcijańskiej przyszłość to każdy kolejny krok do raju albo nieuchronny marsz ku apokalipsie. A w naszej kulturze technologicznej przyszłość to było to super miejsce, gdzie wszystko będzie super. Kiedy świat w ogóle będzie uratowany przez postęp umysłu przez dzieje. W dzisiejszych czasach pojawiają się ogromne pęknięcia jeżeli chodzi o myślenie o przyszłości, chociażby pandemia, z którą walczymy już drugi rok (i najpewniej nie będzie to ostatnia), problemy związane ze zmianami klimatycznymi, nierówności społeczne, trybalizacja polityki — coraz częściej możemy się spotkać z głosami, które albo o przyszłości myślą w taki sposób, że nie ma przyszłości a z drugiej strony mamy to myślenie o przyszłości naiwnie pozytywne. Często spotykam się z podejściem: “Będzie super, Elon Musk zabierze nas na marsa”. W kulturze popularnej ta przyszłość jest albo dystopijna albo naiwnie pozytywna.
Komentarz BTT
Bartek

Jak sądzisz, czy jest jakieś wyjście z tej dychotomii?
Czy przyszłość ma przyszłość i czy może być pozytywna nie popadając w naiwną wiarę?

dr Edyta Sadowska: Trzeba sobie i społeczeństwu uświadomić, że przyszłości nie ma jednej. Mocno się zasadzamy, że ta przyszłość jest jedna i idzie jakimś torem, może trochę w prawo, może trochę w lewo, ale ona gdzieś tam idzie i jest określona. 

 

W momencie kiedy my zrozumiemy, że nie ma jednej przyszłości, jest ich kilka i my dzisiaj możemy tworzyć różne scenariusze tej przyszłości, to wtedy też zrozumiemy, że przyszłość jest narzędziem. Budując różne scenariusze i dyskutując, najlepiej w zróżnicowanych grupach, zrozumiemy, że my już dziś za tą przyszłość odpowiadamy. Oczywiście, jest masa takich pomysłów, że jak ziemia się przeludnieni to żaden problem — pojedźmy na Marsa! Natomiast zaczynamy mówić również o odpowiedzialności. Zachłysnęliśmy się technologią, ten postęp był bardzo szybki, ale w momencie, w którym technologia stała się narzędziem, otaczamy się technologią… i to się nie skończy, bo nie powiemy nagle, że od dziś walczymy z Googlem, nie będziemy z niego korzystać i wyrzucimy wszystkie algorytmy do kosza… to zaczęliśmy sobie uświadamiać, że powinniśmy też być odpowiedzialni. Chociażby przez tworzenie technologii, ale też przez zapraszanie jej do siebie. Mam wrażenie, że zaczynamy wychodzić z lęków typu: “technologia zabierze mi pracę, wyrzuci z planety Ziemia i będzie tu sobie żyła”, a coraz częściej mówimy o współpracy z technologią. Zaczynamy trend, który związany jest z typowym humanizmem — to człowiek jest w środku, a technologia ma nam pomagać. Zaczynamy budować przyszłość już w teraźniejszości, nie czekamy na to, co się stanie. Widać to też w ruchach związanych z ekologią. Niestety trochę się obudziliśmy za późno, ale zaczyna się coś dziać. 

 

Pandemia też jest wstrząsem, który nam pokazuje, że nie wszystko jest poukładane. Przyzwyczailiśmy się do dobrobytu: bez wojny, każdy z nas ma środki finansowe, żyło nam się całkiem okej i teraz coś nami zatrzęsło. Czy na dłużej? Dla ogółu pewnie nie, ale dla grupy osób, która będzie tą pieśń dalej przekazywać, pandemia pokazała, że przyszłości nie ma jednej, że jest budowana przez nas i, że nie możemy być w stu procentach pewni, co stanie się jutro

W latach 90’ straszono nas sztuczną inteligencją i miała ona twarz Arnolda Schwarzeneggera, który chce nas zastrzelić. W dzisiejszych czasach zagrożeniem wynikającym ze sztucznej inteligencji jest to, że autonomiczny samochód zawiezie nas nie tam, gdzie chcemy, albo wjedzie w drzewo, albo przejedzie kogoś, kto ma ciemniejszą karnację. Więc to zagrożenie to nie są apokaliptyczne scenariusze, tylko bardziej codzienne. Nie są materiałem na super film, ale dotykają nas w naszym codziennym życiu.
Komentarz BTT
Bartek

Jak widzisz miejsce humanizmu w cyfrowym świecie?

dr Edyta Sadowska: W przyszłym świecie jest miejsce na transdyscyplinarność. Musimy ze sobą współpracować i humanizm absolutnie będzie i powinien współpracować z technologią. Musimy sobie zadawać pytania o odpowiedzialność, nie możemy płynąć na fali optymizmu technologicznego, bo to dotyka tkanki społecznej. Jesteśmy otoczeni algorytmami z każdej możliwej strony i musimy mieć tego świadomość, tak jak musimy mieć świadomość baniek.

 

To jest problem, który mi leży na sercu i z którym się spotykam — że funkcjonujemy w bańkach i jeżeli nie będziemy tego świadomi, to będziemy mieli zupełnie inne wyobrażenie świata niż jest w rzeczywistości.  Do tego jest potrzebna świadomość i odpowiedzialność, żeby chociażby edukować. Edukacja ma przed sobą ogromne wyzwanie jeżeli chodzi o przyszłości i będzie musiała się totalnie zmienić i przedefiniować. 

 

Edukacja, którą mamy dzisiaj jest nieadekwatna do tych warunków, w których funkcjonujemy. Musimy zacząć zwracać uwagę na kompetencje społeczne — one będą za chwilę najważniejsze! Musimy zacząć zwracać uwagę na empatię, na to, żeby się rozumieć międzypokoleniowo, więc rola humanistyki jest duża i jest na fali rosnącej. I widać to w dyskusjach, przykładowo o sztucznej inteligencji, gdzie humanistyka odgrywa coraz większą rolę. 

Coraz więcej też mówimy o odpowiedzialności, ale nie takiej hamującej rozwój, tylko tej skłaniającej do rozwiązywania wyzwań. Mówiąc o technologii i przyszłości używam słowa “wyzwania”, bo jesteśmy zasadzeni na mówienie o “zagrożeniach”. Gdy mówimy o zagrożeniach to chcemy od nich uciekać, a gdy przeformułujemy tę dyskusję i będziemy mówić o wyzwaniach, to automatycznie jesteśmy bardziej sprawczy. Myślę, że o technologii należy mówić w kategorii wyzwań, bo ona się będzie rozwijać i nikt tego nie zatrzyma. 

Algorytmy są nieodłączną częścią naszego życia — myślisz, że będzie jakiś aspekt, którego nie dosięgną algorytmy, czy wszystko będzie sparametryzowane?

dr Edyta Sadowska: Zastanawiałam się, czy jest jakiś obszar mojego życia, gdzie nie wpuszczam technologii czy algorytmów… I na początku wydawało mi się, że jest to przestrzeń sportu, ale też nie do końca, bo mam technologie ubieralne na sobie, które odpowiadają za mój trening. Nie wiem więc, czy chciałabym się uwalniać od algorytmów — nie wyobrażam sobie na przykład zakupów bez podpowiedzi, co może mi się spodobać. 

 

Pytaniem jest: co my z tym narzędziem zrobimy? Mając świadomość, że pewne schematy są nam podpowiadane, jesteśmy bardziej uważni i zawsze możemy powiedzieć “sprawdzam” i wyjść z bańki. To jest nasz wybór i możemy jako społeczeństwo zdecydować, co z tym zrobimy. Będzie grupa ludzi, która będzie świadoma funkcjonowania algorytmów, że są z nami odkąd się budzimy aż do zaśnięcia. Trzeba edukować wszystkich, że te decyzje są nam podpowiadane, ale to my odpowiadamy ostatecznie za to, co robimy.

Jaka jest Twoja twarz poza nauką?

dr Edyta Sadowska: Ta twarz jest trochę odjechana. Zupełnie górska! 

Bardzo, bardzo mocno się bodźcuje, bo biegam po górach, biegam ultra… Ostatnio zajawiłam się na enduro i szybkimi zjazdami rowerem po górach. Miałam przygodę ze wspinaczką górską. Myślę, że to wszystko było taką potrzebą bodźcowania się fizycznego, takiego odskoku od technologii. Jak jesteś w górach, to tej technologii (poza GSM) jest mało. 

 

Poza tym to też jest tak, że to życie w górach i wśród ludzi, którzy funkcjonują wśród tego środowiska górskiego, to życie jest wolniejsze. Przeskakujesz ze świata, w którym jest pęd, trend za trendem,  do świata, w którym siedzisz na łące i oglądasz jak wygląda trawa, jak skaczą pasikoniki i oczyszczasz głowę. To jest moja druga twarz, z której się cieszę i taka przestrzeń, której bym nikomu nie oddała. Dla tej przestrzeni zmieniliśmy całkowicie życie, bo przeprowadziliśmy się z dwóch dużych miast, z Warszawy i z Krakowa na Podhale. I nie chcielibyśmy tego nigdy oddawać, chociaż czasami internet jest słaby i się na to denerwuję. 

Jak widzisz polski świat akademicki? Czy jako coś, co jest future-proof?

dr Edyta Sadowska: Opowiem o takich jaskółkach, które może jeszcze nie czynią wiosny, ale myślę, że niosą ducha zmiany. Miałam przyjemność w momencie pandemii, na ClubHousie, który stał się przestrzenią networkingową, spotkać się z ludźmi z bardzo różnych uczelni w Polsce, którzy rzeczywiście zaczynają tą przyszłość eksplorować. Zaczynają mówić o zmianach, o potrzebach zmiany w edukacji i też edukacji wyższej. Mimo że to na pewno nie są zmiany systemowe na chwilę obecną i myślę, że jeszcze długo, długo, długo nie będą, to jednak dochodzą takiego wniosku, że po prostu trzeba to robić, trzeba tę zmianę wprowadzać. Głową się muru nie przebije i mam głęboką nadzieję, że zaczniemy się zmieniać. 

 

Brałam udział w konferencji odnośnie uniwersytetów przyszłości, gdzie bardzo dużo mówiliśmy o zmianie edukacji, ale też o zmianie naszej nauki. Przykładowo, że trzeba tę naukę też popularyzować. W Stanach jak nie popularyzujesz nauki, to nie jesteś naukowcem. U nas się tej nauki nie popularyzuje, tworzy się teksty albo do szuflady, przesiąknięte punktozą  albo takie, że żeby je odszyfrować to trzeba dużo czasu. Natomiast ja myślę, że ta zmiana już przychodzi, mimo że obraz polskich uczelni jest gorzki,  bo jest mocno osadzony w dyscyplinach niepozwalających na współpracę. 

 

Kto by pomyślał wcześniej, że wydział humanistyczny może współpracować z AGH? Przecież tam są ścisłe umysły, a tam są humaniści. To zaczyna pomału się burzyć. Pewnie to trochę potrwa, ale widzę wyzwania i trzeba robić swoje i tym zmieniać rzeczywistość. W Polsce w ogóle mało się mówi o przyszłości, na uczelniach, w edukacji, w szkole. Ciągle jesteśmy osadzeni w powstaniach, a w ogóle nie mówimy, że gdzieś idziemy. Kacper Nosarzewski swego czasu robił akcję o, chociażby jednej lekcji o przyszłości. To też się pomału zaczyna zmieniać. Zaczynamy przyszłością zarządzać, pojawiają się szkolenia…

A jakie dostrzegasz bariery w polskim świecie akademickim? Czy jeszcze istnieją?
Co nas hamuje?

dr Edyta Sadowska: Hamuje nas mocne trzymanie się akademickich murów. Dla mnie nauka powinna współpracować z biznesem. Dla mnie jest to nie do dyskusji, bo jeżeli nie robimy czegoś dla społeczeństwa, biznesu, użyteczności publicznej to, po co mamy to robić? 

 

Naukowcy mają duże ego, ale to ego można wykorzystać do popularyzacji nauki. Kolejnym murem jest zamknięcie na to, żeby się douczać, na to, żeby powiedzieć, że czegoś się nie wie. A dziś niemożliwe jest wiedzieć wszystko! Blokada na oduczanie i blokada na redefinicję. To znaczy tylko, jak jesteśmy mocno osadzeni w języku polskim, który jest mało elastyczny, on nas buduje, opisuje naszą rzeczywistość. 

Więc gdy opisuje on naszą rzeczywistość w sposób mało elastyczny, to my też będziemy mało elastyczni, mało otwarci na to, co się dzieje. Brak otwartości na dyskusje, na drugiego człowieka, że razem możemy coś tworzyć. Nie ma tego “razem”.

Które z codziennych cyfrowych kompetencji wg Ciebie są najbardziej niedoceniane
i potrzebne?

dr Edyta Sadowska: Potrzebne jest przedefiniowanie kompetencji cyfrowych. Gdy ja mówię kompetencje cyfrowe, ludzie myślą: “o, nie… będę musiał programować”, a to nie jest już tak! Cały proces związany z transformacją cyfrową to przestrzeń na to, żeby zacząć rozumieć, że my z tej technologii korzystamy każdego dnia i z tej technologii możemy zrobić narzędzie. 

Media społecznościowe są dobrym przykładem. Każdy z nas korzysta z mediów społecznościowych, a mało kto korzysta z tego medium jako narzędzia, a tak naprawdę jest to świetne narzędzie do komunikacji czy networkingu. Do tego potrzebna jest też zmiana myślenia, że ta technologia może być dla nas “za trudna”. Niedocenianą kompetencją jest też to, że jesteśmy w stanie w tym świecie ze sobą współpracować. 

 

Edukacja zdalna była przykładem tego, że nie potrafiliśmy technologii zaadoptować do naszego codziennego funkcjonowania. Mamy narzędzia, funkcjonowaliśmy zdalnie przez trzy semestry i nie byliśmy na tyle otwarci, żeby z tego skorzystać i to udoskonalić. Zamknęliśmy się na tę technologię i uparcie chcemy wrócić do starego systemu. Kompetencją cyfrową jest otwartość na technologię, bo na początku może nam nie wychodzić, te narzędzia też trzeba dostosować do tego jak pracujemy. Kompetencje cyfrowe nie są tylko twarde, tam potrzebne są też kompetencje czysto ludzkie, związane z empatią, współpracą w zróżnicowanych środowiskach, zespołach. 

Rozmawiajmy jak najczęściej o przyszłości
i bądźmy takimi badaczami, którzy mają misję.

POINTA ODCINKA