Mam na imię Agata, a Pisarnia to stworzone przeze mnie w świecie online centrum wymiany doświadczeń na temat pisania tekstów naukowych.

Celowo nazywam to miejscem wymiany doświadczeń, a nie blogiem eksperckim, bo w Pisarni nie ma mądrych i mądrzejszych.

Każdy z nas ma swoje specyficzne podejście do pisania i organizacji pracy naukowej, a ja nie sugeruję, że moje podejścia są kluczem do rozwiązania wszystkim problemów. Uważam, że jest nim raczej dostosowanie dostępnych rozwiązań do własnych potrzeb.

 

W Pisarni wymieniamy się doświadczeniami na temat tego, jak radzić sobie w życiu akademickim zwłaszcza na początku kariery,

gdy przeraża nas tak wiele rzeczy, że nie wiemy, w co ręce włożyć.

 

Dlaczego tak nazwałam swoje działania?

Chciałam nadać temu miejscu w sieci przytulnego charaktery –

by  było czuć w nim konkretną atmosferę, jaką można odczuć , gdy wchodzi się do jakiegoś znanego nam pomieszczenia.

Z drugiej strony „Pisarnia” to trochę jak „stolarnia” —

tam zajmujemy się drewnem, a w Pisarni słowem,

więc była to też zabawa językowa.

 

Skąd wziął się pomysł na Pisarnię? Czy była to suma doświadczeń, czy może potrafisz wymienić jedno konkretne wydarzenie, które sprawiło, że wzięłaś losy pisania w swoje ręce? Dlaczego postanowiłaś zająć się wyjaśnianiem jak pisać?

Pisarnia: Nie wiem, czy mogę wskazać jeden konkretny moment.

Na pewno pod koniec doktoratu odczuwałam zmęczenie tym, że cały czas trzeba się czegoś dowiadywać. Że informacje na temat pisania tekstów naukowych, jak robić to dobrze, jak opublikować, gdzie opublikować, skąd brać pomysły, jak to zrobić prawidłowo trzeba wyciągać siłą. Miałam poczucie, że nikt się tym swobodnie nie chce dzielić – przynajmniej ja nie miałam takich doświadczeń, żeby prowadzący zajęcia opowiadali o swoich wpadkach przy pisaniu tekstów naukowych.

 

Wydaje mi się, że pisanie tego typu tekstów to proces owiany tajemnicą, bo widzimy tylko gotowe produkty — książkę, publikację w wysoko punktowanym czasopiśmie. Myślimy sobie „wow, ta osoba się nieźle napracowała”, ale nie wiemy tak naprawdę, jak to robiła. Miałam poczucie, że można to zmienić, że nie musi tak być. Dzięki temu, że mówię biegle w dwóch językach: angielskim i niemieckim,szukałam potrzebnych mi informacji w różnych językach i miałam wrażenie, że jest ich zdecydowanie więcej niż tych dostępnych w języku polskim. Studenci z zachodnich uczelni mają dostęp do kursów academic writing, materiałów na ten temat jest naprawdę dużo. Miałam natomiast problem, żeby znaleźć poradniki napisane przystępnym językiem polskim. Dostępne publikacje nie mają takiego charakteru, jakby znajomy szeptał Ci do ucha poradę, tylko wybrzmiewa z nich ton znany nam z mównic lub sal wykładowych.

 

Był też taki moment, w którym już powinnam pisać część merytoryczną w moim doktoracie, ale cały czas musiałam się zatrzymywać, bo tego jeszcze nie wiedziałam, to musiałam sprawdzić, o to dopytać. Musiałam korzystać z wielu źródeł i zadałam sobie pytanie: dlaczego tak jest? Dlaczego w tym momencie, w którym już jestem, a był to 8 czy 9 rok studiowania, dlaczego jeszcze tego na tym etapie nie wiem?

 

Pisarnia to także wyraz niezadowolenia, buntu i zmęczenia. Chciałam pomóc innym osobom, żeby ich ścieżka do napisania artykułu naukowego, pracy dyplomowej czy wniosku grantowego była łatwiejsza. Chciałam w jednym miejscu zebraćinformacje o pisaniu tekstów naukowych oraz podzielić się moimi doświadczeniami.

Czy sądzisz, że studenci, którzy potrafią operować językami obcymi mają szansę na lepszą jakość nauki niż ci, którzy sięgają tylko po polską literaturę?

Pisarnia: To może być daleko idący wniosek, ale wydaje mi się, że jeżeli młodzi naukowcy i naukowczynie znają języki obce, otwierają się przed nimi nowe drzwi – tak jakby dostali klucz do nieznanej jeszcze biblioteki, w której mogą znaleźć tony materiałów, które mogą im się przydać. Uważam, że znajomość języków obcych to coś naprawdę ekstra. Języki obce dają możliwość lepszego i szerszego zgłębienia tematu. Nie wiem, czy bez znajomości języków obcych nie da się sobie poradzić. Myślę, że może być to trochę trudniejsze.

A Ty  jak uważasz? 

Z mojego doświadczenia — temat, którym ja się zajmowałam przy doktoracie był tematem nowym jeżeli chodzi o polskie pole badawcze.
Aktualizowałam jedną z teorii Michela Foucault z lat 80’ na obecny czas i wprowadzenie jej w język technologii i ta odnóżka współczesna była zawarta głównie w literaturze anglojęzycznej.
Na palcach jednej ręki mogłabym zliczyć artykuły dostępne po polsku a po angielsku mam ich całe archiwum.
Komentarz BTT
Ania

Przenieśmy się teraz w przeszłość, do korzeni Pisarni:
jak w ogóle zaczęła się Twoja zajawka na pisanie?

Pisarnia: Miałam dużą łatwość w pisaniu, pisanie wypracowań na lekcjach polskiego czy angielskiego nie sprawiało mi dużych trudności, ale też nie uznawałam tego za moją super moc, po prostu myślałam, że ludzie tak mają. Z czasem okazało się, że jednak nie wszystkim to tak łatwo przychodzi. Sporo pisałam na studiach. Chociaż nie uważam, że moje wcześniejsze prace zaliczeniowe czy dyplomowe były jakieś super, to trzeba przyznać, że ich pisanie nie sprawiało mi większych trudności.

 

Były też momenty zwątpienia. Podczas studiów magisterskich usłyszałam na przykład, że zdania, które piszę, brzmią „po niemiecku”.

Przez to, że tak intensywnie pracowałam i czytałam po niemiecku, wpłynęło to na szyk zdań, które budowałam. To właśnie jeden z tych momentów zawahania. Zastanawiałam się, czy to oznacza, że tracę zdolność pisania, że przestałam ją rozwijać, może trzeba by się na tym bardziej skupić? To był dosyć przykry komentarz, ale jednocześnie bardzo pomocny, bo zaczęłam baczniej przyglądać się temu, jak piszę. Później, jak poszłam na doktorat, trzeba było pisać jeszcze więcej, ze względu na konieczność publikowania i zbierania punktów.. Wydaje mi się, że im więcej pisałam, tym lepiej pisałam. Do tego stopnia, że zaczęło sprawiać mi to przyjemność.

 

Pisarnia powstała w momencie, w którym po wielu miesiącach skończyłam pisać mój doktorat. Nie było już wtedy takiej pilnej potrzeby, by publikować i zaczęłam się zastanawiać, co innego mogę robić, skoro przez tyle lat cały czas pisałam. To był moment, kiedy uświadomiłam sobie, że lubię pisać, że jest to duża część mojego życia i byłoby mi bardzo smutno, gdybym z dnia na dzień przestała pisać. Pisarnia była odskocznią, w której mogłam się kreatywnie wyżyć, cały czas pisać także wtedy, gdy nie wiedziałam co zawodowo przyniesie jutro.

Ta zajawka była na początku niezauważona, ale później coraz bardziej świadoma, do momentu, w którym zauważyłam, że to jest coś, co naprawdę lubię robić i nad czym spędzam całe godziny.

Jak wyglądała Twoja droga do doktoratu?

Pisarnia: Mój doktorat był już dyskutowany pod koniec magisterki. Promotor mojej pracy magisterskiej coraz częściej wspominał, że widzi potencjał w tym, co robię i że widzi mój zapał do naukowych tematów i że warto byłoby to wykorzystać. Zaczęliśmy się do tego przygotowywać. Mój doktorat odbywał się jeszcze na starych zasadach, ale były oczywiście pewne wymogi rekrutacyjne: wystąpienia konferencyjne, publikacje. Zaczęłam więc rozglądać się za konferencjami, publikować pierwsze teksty i rzutem na taśmę wszystko zdążyłam przygotować w momencie, kiedy trwała właśnie rekrutacja na studia doktoranckie. Cały czas wahałam się jednak, czy to jest słuszna decyzja, czy studia powinnam podjąć tu, czy gdzieś indziej.

 

Ostatecznie zaufałam swojemu promotorowi i zdecydowałam się na doktorat. Sam przebieg doktoratu był, można powiedzieć, regulaminowy. Skończyłam w równo cztery lata, kiedy powinno się doktorat skończyć bez przedłużeń. Była to ciężka droga. Im dalej jest od doktoratu, tym częściej myślę, że była naprawdę ciężka. Będąc w „kołowrotku doktoratowym” nie było po prostu czasu na to, by się zastanowić, jak ciężko mi jest i jak wiele srok złapałam za ogon. Zwłaszcza że w starym trybie studiów doktoranckich bardzo często trzeba było się utrzymać samemu, bo stypendium nie było gwarantowane. W związku z tym pracowałam, musiałam sobie radzić z frustracjami ze świata nauki i z pracy, i jakoś to wszystko godzić. Myślę, że to  odbiło się na jakości pracy. Gdybym weszła w proces pisania doktoratu jeszcze raz z całym doświadczeniem, które mam, ze świadomością, którą mam, z całym wyczuleniem na to, co sądzę, myślę i czuję, to byłoby mi lepiej i mogłabym napisać lepszą pracę. Wiem jednak, że wtedy dałam z siebie wszystko, co byłam w stanie i zdążyłam się obronić w czasie wyznaczonym na doktorat.

 

To był 2019 rok, Pisarnia już działała, ja się przygotowywałam do obrony i dzieliłam się tymi przygotowaniami na Instagramie. Wtedy też ten kanał nabrał rozpędu, bo to było dokładne przedstawienie tego, jak przygotowuje się do obrony, ile to jest stresu, ile przygotowań, jakie dokumenty należy złożyć, jak przygotować prezentację. Miałam wrażenie, że ludzie idą razem ze mną przez ten proces i część z nich została ze mną do dziś, nawet ci, którzy sami już nie studiują.

Od którego momentu poczułaś, że chcesz zajmować się nauką?

Pisarnia: Nie wiem, czy miałam kiedykolwiek 100% pewności, że to jest dla mnie, nie mam jej nawet dzisiaj. Byłam zaangażowana w wiele rzeczy,

praca zawodowa poza nauką też mi się podobała. Taka praca, do której się chodzi codziennie, jest się częścią zespołu czy ciekawego projektu dawała mi dużo satysfakcji. Wydaje mi się, że ta nauka była gdzieś z tyłu głowy jako zainteresowanie, ale jak już weszłam w tę pracę naukową, to okazało się, że sprawia mi ona naprawdę dużo radości. Im częściej brałam udział w życiu naukowym, tym bardziej mi się to podobało. Podoba mi się ta głębia dyskusji, które odbywają się na konferencjach naukowych, możliwość poznania ludzi ze wszystkich zakątków świata.

 

Nauka ma też jasne i określone reguły, a ja lubię reguły, może dlatego się w niej tak dobrze odnajdywałam. Oczywiście wiemy, że świat nauki nie jest wolny od różnych wypaczeń, ale mam wrażenie, że większość naukowców zna kodeks właściwego postępowania i to jest pewien zestaw reguł. Lubię światy, w których są jasno określone reguły.

Z jakich rzeczy jesteś w stanie zrezygnować, aby poszerzać swoją wiedzę, dowiadywać się czegoś nowego?

Pisarnia: Smutno mi się zrobiło, jak usłyszałam to pytanie, bo musiałam przyznać się, że czasem jestem w stanie zrezygnować z odpoczynku. Czego nie polecam, nie róbcie tak. Co ciekawe jestem w stanie zrezygnować z odpoczynku, ale nie ze snu. Mam złotą zasadę, że muszę się wyspać zawsze i nic ze mnie nie będzie następnego dnia jeżeli się nie wyśpię. Jak kiedyś na instagramie podzieliłam się tym, ile śpię, to wywołałam oburzenie, że jak to jest, że tyle robię, a tyle śpię i, że moja doba ma jakieś dziwny limit. Śpię 7-8 godzin i nigdy nie zarywałam nocy podczas studiów i doktoratu, bo dla mnie to nie jest produktywna praca, więc po co miałam marnować noce, skoro i tak w ich czasie nie jestem w stanie niczego wypracować.

 

Jestem w stanie zrezygnować z czasu, który mogłabym poświęcić na inne rzeczy. Tak też działa Pisarnia, to jest mój czas wolny, czas poza pracą, mogłabym coś innego w tym czasie robić, a jednak pisze teksty na Pisarnie, zajmuję się social mediami, uczę się jak to wszystko robić, jak komunikować dobrze, jak stworzyć stronę internetową. Jak jestem na coś bardzo nakręcona, to jestem w stanie dużo temu poświęcić, ale są pewne granice. Są rzeczy, których nie można poświęcić, jak dobre relacje z bliskimi. To też pewnie będzie ważny wniosek z waszego badania Science Zen, bo dobre relacje z bliskimi to jest klucz, bo to jest dla nas wsparcie i odskocznia mentalna.

W takim razie, z czego ostatnio zrezygnowałaś, żeby dokończyć e-booka Pisarni?

Pisarnia: Niestety zrezygnowałam z rzeczy, które dałyby mi chwilę odsapnąć. Odstawiłam na bok aktywność fizyczną, co nie jest dobre, bo wiem, że pomaga mi ona lepiej pracować i na ogół staram się jak najrzadziej rezygnować z rzeczy, które mi służą. Jeżeli pobiegam czy poćwiczę jogę, od razu jest mi lepiej, ale często z tego rezygnuje, bo doba jednak jest ograniczona. 

W rozmowach, jakie prowadzimy w ramach diagnozy kondycji psychicznej młodych naukowców SCIENCE ZEN pojawiają się motywy życia rodzinnego i relacji z bliskimi, aczkolwiek w wielu przypadkach nasi respondenci przyznają, że to życie rodzinne cierpi. Powiedziałaś, że wyznajesz zasadę, że bez prawidłowego wyspania się jest się nieproduktywnym, na naszym Instagramie też znajdziecie materiał halloweenowy o tym, dlaczego nie zarywać nocy.

Czy zauważyłaś deficyt, zaniedbanie na poziomie systemowym w akademii, jeśli chodzi o naukę pisania tekstów naukowych?

Pisarnia: Myślę, że tak, chociaż zauważyłam, że w czasie od powstania Pisarni, wiele rzeczy w świecie nauki już zdążyło zmienić się na lepsze. Odkąd uruchomiłam Pisarnię, mam otwartą ankietę, którą można znaleźć na mojej stronie internetowej i podzielić się w niej własnymi doświadczeniami z pisaniem.  Pytam w niej na przykład, czy na studiach był kurs pisania, czy był pomocny, czy promotor wystarczająco pomagał. W ankiecie padają ciekawe odpowiedzi, że takich kursów albo nie było, albo były za późno, albo że były, ale nie pomogły.

Nie jest więc tylko moje doświadczenie, ale kilkudziesięciu respondentów potwierdziło, że problem istnieje.

 

Z drugiej strony obserwuję wiele uczelni i ośrodków naukowych i widzę, że szybko starają się nadrobić te straty, a ofert związanych z nauczaniem pisania jest coraz więcej. Sporo żalów pada pod kątem opiekunów naukowych. W ankiecie i w wiadomościach prywatnych pojawiają się stwierdzenia, że ciężko się z nimi współpracuje, że pomoc od nich otrzymywana nie jest wystarczająca. Wydaje mi się, że wiele pytań, które trafia do mnie, to są wiadomości, które te osoby chciałyby wysłać promotorowi, ale z jakiegoś powodu nie mogły.

 

Dlaczego? Nie wiem. 

 

Odkąd powstała Pisarnia, weszły także szkoły doktorskie, które zrewolucjonizowały system realizacji doktoratu i spotykam się z opiniami, że jest troszkę lepiej, przynajmniej jeżeli chodzi o tę finansową stronę życia doktorantów, którzy już nie martwią się o to, czy będą mieli co jeść.

Jak wygląda proces tworzenia e-booka? Ile ich już napisałaś?
Czy masz konkretne rytuały pisania czy starasz się do każdego nowego e-booka podchodzić inaczej?

Pisarnia: Piszę każdego dnia, ale zauważyłam, że e-booki pisze mi się zupełnie inaczej. O wiele dłużej się do nich zabieram, chcę się bardziej wczuć w sytuację czytelnika po to, by moja wiadomość była możliwie najprościej sformułowana, żeby każdy mnie dobrze zrozumiał i mógł skorzystać z porad. Na razie napisałam dwa e-booki. Pierwszy miał premierę w maju 2021 r. i był to e-book „Jak zbudować i podtrzymać nawyk pisania?”, w którym opowiadam o rytuałach związanych z pisaniem. Zdradzam tam 10 metod wyrobienia nawyku pisania, bo wydaje mi się, że nawyk jest kluczem do tego, by taki długi projekt pisarski, jak doktorat czy magisterka, zrealizować. Moim zdaniem to nie powinna być praca z doskoku, tylko lepiej, żeby coś regularnie do tego Worda skapywało. Wtedy mamy wrażenie, że nasze prace posuwają się zgodnie z planem. 

 

Drugi e-book miał premierę w listopadzie, czyli kilka tygodni temu i nosi tytuł „Tekst naukowy krok po kroku”. Jeżeli ktoś chce przeczytać je oba, powinien zacząć od tego drugiego, bo rozkłada on na kawałki to, co powinien zawierać tekst naukowy, a każdy z elementów opisany jest najprościej, jak to możliwe, z przykładami. Poza tym daję też w tym e-booku wskazówki, jak te elementy tekstu naukowego ubrać w słowa.

 

Jeśli chodzi o to, jak wygląda proces tworzenia e-booka, to bardzo długo zajmuje mi praca koncepcyjna. Kiedy już ogłoszę na profilach Pisarni, że zabieram się za e-booka – a ja jestem z tych osób, które obietnice bardzo wiążą – to taki tekst już musi powstać. Najnowszy e-book był tworzony dwa-trzy miesiące, poprzedni też około trzech miesięcy. Sporo jest przy tym researchu, ale najdłużej zabiera mi polerowanie treści, żeby się je bardzo przyjemnie czytało. Feedback, który uzyskuję od czytelników, mówi mi, że to się udaje, że moje publikacje nie są czymś, co się czyta jak kolejną nudną lekturę na zajęcia, tylko tak, jakby opowiadała ci o tych sprawach Twoja koleżanka i na tym efekcie najbardziej mi zależało.

Po Twoje e-booki będą pewnie sięgać osoby, które uważają, że są totalnymi nogami z pisania.
Przykładowo zaczęły studia doktoranckie, przychodzi do pisania rozprawy i cały czas siedzą, prokrastynują, bo się boją, bo mają przeświadczenie od zawsze, że nie potrafią poprawnie pisać.
Częstą przypadłością jest syndrom kłamcy, bo im więcej wiemy, tym wiemy, jak mało wiemy.
Jak trafiamy na te studia doktoranckie, to możemy mieć poczucie, że nie wiemy, dlaczego tu trafiliśmy,
bo nie umiemy wielu rzeczy i nie wiemy jak się zabrać za tę rozprawę.
Komentarz BTT
Ania

Od czego powinna zacząć osoba, która uważa, że nie potrafi pisać?
Jak uwierzyć w swój potencjał lub pokonać wewnętrzną blokadę?
Jakie problemy najczęściej mają Twoi odbiorcy?

Pisarni: Ciekawy temat na kolejnego e-booka. Najprostszą poradą byłoby podejść do pisania bez wstępnych założeń, ale formując swoje pytanie, dałaś mi do zrozumienia, że nie do końca się da, bo tych założeń na temat tego, jak wygląda pisanie, jest strasznie dużo. Im wyżej jesteśmy w systemie edukacji, tym bardziej czujemy tę presję. Nakładamy na siebie dodatkową presję myślą, że musimy się naprawdę mega wykazać, być ekspertami.

 

Barier utrudniających pisanie jest sporo. Jedną z nich jest przekonanie, że nie mamy talentu do pisania, że pisanie to jest supermoc i bez takiej mocy sobie nie poradzimy. Z tym mitem rozprawiam się w e-booku, jest też o tym artykuł na blogu „Czy do pisania potrzebny jest talent?”. Talent to jakaś magia, proces owiany tajemnicą, a takie przekonanie jeszcze bardziej utrudnia pisanie. Myślę, że dużą barierą jest też perfekcjonizm, że nasz tekst musi być dopieszczony do ostatniej kropki, żeby nadawał się do pokazania komuś.

Perfekcjonizm i syndrom kłamcy to są złożone problemy, które trzeba skonsultować ze specjalistą, jeżeli uważamy, że przeszkadzają nam w życiu. Jeśli miałabym zacząć od postaw, to sugerowałabym podejść do procesu pisania bez większych przekonań na ten temat.

 

Służy temu na przykład wyzwanie, które robimy co jakiś czas w Pisarni. Zakładamy, że będziemy pisać przez pół godziny – nie przyjmujemy, ile napiszemy, a jedynie to, że w tym czasie nic innego oprócz pisania nie robimy. Co z tego wyjdzie, to się okaże. Takie ćwiczenie pozwala zwolnić blokadę pisarską.

Są też inne metody, na każdego zadziała co innego. Na niektórych dobrze wpływa rywalizacja, ściganie się z kimś.

Sprawę ułatwia też zapoznanie się z wytycznymi. Pomaga to skonfrontować się z naszym przekonaniem, że rozprawa doktorska czy praca magisterska to jest coś ogromnego. Wystarczy zobaczyć, jakie są oczekiwania wobec naszej pracy. Jak się temu dokładnie przyjrzymy, to okazuje się, że nie oczekuje się od nas, że odkryjemy Amerykę, ale że wykażemy, że umiemy opracować coś naukowo. To z kolei oznacza, że musimy pracować nad warsztatem.

 

Podsumowując, sugerowałabym żeby starać się budować jak najmniej założeń lub też by konfrontować te założenia, które już mamy.

Patrzeć, czego się od nas oczekuje i jak szukać rozwiązań, jak to zadanie podzielić na takie kawałki, które da się zrealizować w wyznaczonym czasie.

Słowem podsumowania — jakie są Twoje najbliższe plany na Pisarnię?
Co jest na Twojej liście życzeń do Świetego Mikołaja?

Pisarnia: Chcę chwilę odpocząć, żeby moje pomysły i zapał do pracy w Pisarni się nie wypaliły. Innym dużym planem jest też  całkowita zmiana szaty graficznej strony internetowej. 

 

Moim życzeniem do Mikołaja jest więc to, żebym trafiła na kogoś, kto mi w tym pomoże i żebym przy tym projekcie nie zbankrutowała, a jednocześnie żeby nic się na platformie nie popsuło. Na blogu jest już około 80. tekstów i gdyby miały podczas remontu przepaść, to chyba bym się załamała!

 

O reszcie planów będę myśleć na początku przyszłego roku, jak już chwilę odsapnę.

Jak się temu dokładnie przyjrzymy, to okazuje się, że nie oczekuje się od nas,
że odkryjemy Amerykę,
ale że wykażemy,
że umiemy opracować coś naukowo.
To z kolei oznacza, że musimy pracować nad warsztatem.

POINTA ODCINKA